środa, 15 kwietnia 2015

Została Upadłą Aby Przeżyć - PROLOG

Szłam ulicami miasta po morderczym treningu. Jak na złość dziś, kiedy akurat nie wzięłam parasolki, musiało zacząć lać. Dodatkowo mam na sobie jedynie cieńką szarą koszulkę, na to za długa czarna bluza z kapturem i granatowe jeansy. Biedne, ukochane trampki, pójdą chyba na śmietnik. Westchnęłam głęboko starając się ukryć grzywkę pod kapturem.

Jest godzina 23. Na ulicach prawie nie widać normalnych ludzi, ale ja się do nich nie zaliczam. Teraz ze swoich nor zaczynają wychodzić wszyscy dealerzy, narkomani i dziwki - czyli jednym słowem całe pieprzone podziemne społeczeństwo. Nie bałam się chodzić o tej porze. Wszyscy twierdzili że jestem dziwna, ale ja nie rozumiałam co jest w tym takiego strasznego.

Przyjaciel z zespołu proponował że mnie podwiezie, ale ja miałam inny cel. Kumpel z którym znam się jeszcze z podstawówki chciał ze mną obgadać jakieś rzeczy. Pewnie znowu będzie mi paplał nad uchem jak to on jest poszkodowany przez los, że znowu z nim dziewczyna zerwała. Jak z dzieckiem. Nie ma mowy żeby ten idiota który kiedyś próbował ze mnie zrobić jego ochroniarza mógłby się zmienić, albo co gorsza DOROSNĄĆ. Ale tak szczerze to drugie by się przydało.

Weszłam do środka w miarę przyzwoicie wyglądającego lokalu i zrzuciłam kaptur. Wypatrzyłam Banga siedzącego przy barze, więc tam skierowałam swoje kroki. Usiadłam ciężko na krzesełku barowym i zamówiłam jedynie wodę. Barman popatrzył się na mnie krzywo na co pokazałam mu język.

- Jak tam trening kurduplu? - Bangster patrzył się na mnie ze złośliwym uśmieszkiem.
- Do duuuuuupy. A za tego kurdupla to ci krzywdę zrobię. -Zaczęłam go podduszać mając jego szyję w zgięciu prawego łokcia.
- Dobra, dobra. Puść bo mnie dusisz debilko.
- Ci dam zaraz debilkę... - Puściłam go po czym napiłam się wody ze szklanki którą postawił przede mną barman. - Mów szybko co chcesz, bo śpieszy mi się do domu żeby walnąć w kimono...

- Egh... Tak szczerze to cię tu ściągnąłem żeby ci się wyżalić. Bo wiesz, był u mnie dzisiaj w pracowni taki śliczny chło-
- De-bi-lu. Wiesz że jestem po ciężkim treningu?
- Yep.
- Ale stwierdziłeś że mnie tu ściągniesz.
- Yep.
- Przepadnij idioto! Idę - Chwyciłam za torbę i wyszłam z lokalu rzucając mu wściekłe spojrzenie.
Założyłam kaptur na głowę klnąc pod nosem na pogodę i cholerny los. Czułam się obserwowana, ale jak zwykle to zignorowałam. Uczucie że ktoś mnie obserwuje zaczęło się już dawno, gdzieś z dwa lata temu, więc aktualnie twierdzę że to po prostu moja chora wyobraźnia. Skręciłam w węższą uliczkę żeby dojść szybciej do domu, który był - niestety - stosunkowo daleko.

Nagle poczułam mocne szarpnięcie za ramię i zostałam przyciśnięta do muru. Syknęłam ze złości i irytacji próbując zobaczyć twarz napastnika. Jak na złość, jego kaptur był naciągnięty tak głęboko że nie zdołałam nic dojrzeć. Poczułam jego rękę ściskającą moje gardło, przez co zaczęłam się dusić. Chwyciłam jego nadgarstek, odwróciłam się do niego tyłem, przerzuciłam go przez ramię i z impetem rzuciłam na ziemię. Kaptur opadł a ja cofnęłam się z szokiem wymalowanym na twarzy.

- Co kur..?

To co zobaczyłam. Czerwone tęczówki wpatrywały się we mnie z chęcią mordu, głodem i wściekłością. Cofnęłam się dwa kroki po czym rzuciłam się do ucieczki. Biegłam ciemną ulicą a jedynym dźwiękiem jaki było słychać, był plusk mich butów w wodzie. Myśli walały się po mojej głowie. Jak ktoś może mieć takie tęczówki? Przecież to niemożliwe. A na pewno nie były to soczewki. 
Odwróciłam głowę sprawdzając czy nic mnie nie goni. Miałam  do czynienia z zawodowymi zabójcami, psychopatami i takimi szumowinami jak mordercy i ich się nie bałam. Ale te oczy... One przeraziły mnie nie na żarty. Gdy nie zobaczyłam nikogo za mną, odwróciłam głowę z zamiarem skręcenia gdy poczułam uderzenie w plecy. Aż ugięły się pode mną kolana ale zamortyzowałm upadek rękoma. Odwróciłam się i zobaczyłam nad sobą ponownie te przerażające, krwistoczerwone oczy. A potem usłyszałam ten głos...

- Hyh... Mówiłem im że przede mną nie ma ucieczki i cię dorwę... Siódma.

A potem zobaczyłam jak unosi coś wysoko nad głową a następnie wbija mi to głęboko w brzuch.  Dostrzegłam w słabym świetle księżyca że to... miecz? Najpierw nic nie poczułam, prawdopodobnie z szoku. A potem poczułam niewyobrażalny ból.

 Poczułam jak krew wypływa mi z pomiędzy warg. Kaszlnęłam i chwyciłam na miecz próbując go wyciągnąć, na co mężczyzna zaczął nim wyginać na różne strony, próbując w ten sposób powiększyć ranę. Wrzasnęłam na to z bólu i kopnęłam go.

- T-ty... d-dupku.. - wycharczałam próbując złapać oddech. Spojrzałam mu z wściekłością w oczy będąc w pełni świadoma że właśnie umieram. Że już nigdy nie zobaczę mojej kotki. Że już nigdy nie zrobię nic głupiego z Bangiem. Że już nigdy się nie zaśmieję...

A potem usłyszałam świst. Moją twarz ochlapała krew, a ja spojrzałam z przerażeniem, jak przez mgłę, jak ciało mojego mordercy opada. Bez głowy. Poczułam że ktoś wyciągnął miecz.

Zaczęłam niepohamowanie kaszleć krwią i uderzyłam głową w bruk. Jedyne co jeszcze zauważyłam, to wysoki, dobrze zbudowany chłopak z mieczem świecącym się niebieskim blaskiem. Zobaczyłam jeszcze zmartwione spojrzenie przenikliwych, zielonych oczu. Cudem było że tak długo wytrzymałam. Ale teraz naprawdę chciało mi się spać... Jedyne co jeszcze poczułam, to silne męskie dłonie które wzięły mnie na ręce i podniosły z ziemi.

 A w następnej chwili zemdlałam. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz