Obiecany rozdział jest? Jest. So zapraszam do czytania i komentowania :)
~~~~~~~
Jedyne co pamiętam z tamtego dnia, to te przenikliwe zielone oczy i uczucie bezpieczeństwa... To wydaje się takie nierealne, jakby się to wcale nie zdarzyło. Bang twierdzi że pewnie mi się śniło, no ale...
W każdym bądź razie wszystko wygląda tak jakby to się nie wydarzyło. Jedyne co się zmieniło, to nasilone uczucie obserwacji.
Ale wróćmy do rzeczywistości. Stoją właśnie za naszym liderem, który kłóci się z jakimś prezesem wytwórni. Mieliśmy wystąpić w teledysku jego podopiecznych i przygotowaliśmy cały układ, kiedy on, dzień przed nagrywaniem wyskakuje że mamy wszystko zmienić. Widząc jak nasz lider, Kaspiel próbuje się z nim nieudolnie kłócić, sama się odezwałam.
- Przepraszam bardzo, ale jest to a-wykonalne. Nie jesteśmy w stanie zmienić układu i nauczyć się go od tak - tu pstryknęłam palcami. Prezes spojrzał na mnie cały czerwony ze złości.
- A więc nie jesteście lepsi od kulawego psa?! Jaka "jedna z najlepszych grup"?! Wszyscy jesteście do dupy jeżeli nie jesteście w stanie zrobić czegoś takiego! Zobaczycie, znajdę lepszych, młodszych i sprawniejszych niż wy, kretyni! - Wydarł się opluwając nas śliną. Zirytowałam się i wywracając oczami wytarłam ślinę z ramienia.
- Proszę pana... Niech pan się wyraża, to po pierwsze, bo nie będę rozmawiać z osobą która nie rozumie sytuacji i sądzi że może wszystko. Po drugie, czy byłby pan w stanie nauczyć się całego długiego i trudnego układu, w JEDEN dzień? Nie? Oj, jak mi przykro, ale taka jest prawda, że nawet tancerz międzynarodowej klasy nie byłby tego zrobić.
- W DUPIE TO MAM! Macie mi to zrobić, w dupie ma jak, ale macie!
- Ksh... Jak się tak debilu zachowujesz, to będziesz jutro sam kręcił tym swoim wielkim, tłustym dupskiem przed kamerą! - Chwyciłam Kaspiela za ramie i wyszłam z gabinetu tego kretyna trzaskając z całej siły drzwiami.
- Dzięki Evans.
- Pozdro - uśmiechnęłam się do niego szczerząc swoje ostre, białe "kiełki". - Jakby jeszcze coś idiota chciał, to mi go dajcie, dupsko mu przetrzepię tak że przez tydzień nie będzie mógł siedzieć.
Roześmiał się na moje słowa.
- Wiesz... Ale teraz straciliśmy zlecenie.
- Zdarza się. Znajdzie się nowe, lepsze od tam,tego, jeszcze zobaczysz. A teraz lecę, przepraszam ale muszę coś załatwić! - Krzyknęłam zbiegając po schodach w budynku wytwórni, w biegu zakładając sportową kurtkę przeciwdeszczową. Od kilku dni strasznie lało.
- Kuźwa, co się tam w tym niebie wyrabia, biją się, czy co... - wymruczałam do siebie wychodząc na deszcz. Wskoczyłam do autobusu który akurat podjechał na przystanek niedaleko wytwórni i siadłam obok chłopaka w słuchawkach i kapturze zarzuconym na głowę. Widziałam jego zielone oczy w szybie, a po chwili odwróciłam głowę w drugą stronę wyciągając telefon.
Wystukałam SMS do Banga o tym że za chwilę u niego będę. Nie obchodzi mnie czy akurat uprawia z kimś dzikie seksy, muszę mu się po prostu wygadać, na temat tego że powoli zaczynam dostawać schizy bo cały czas czuje się zagrożona.
Po dwóch przystankach wysiadłam z autobusu i pobiegłam do domu przyjaciela. Wbiegłam szybko po schodkach do nowoczesnego bloku i weszłam na trzecie piętro. Zapukałam z grzeczności, ale ten kretyn i tak nigdy nie zamyka drzwi, więc nacisnęłam klamkę i bez oporów weszłam do przedpokoju. Panuje między nami zasada: jego dom - to mój dom. Jego lodówka - to moja lodówka. I tak dalej.
- SIEEEEEMAA! - Wbiłam do salonu przemoczona drąc ryja jak najgłośniej umiałam.
Po czym stanęłam w pół kroku rozdziawiając usta z głupim wyrazem twarzy. Co zobaczyłam? Banga całującego się z jakąś dziewczyną która miała zieloną łuskowatą skórę i włosy wyglądające jak płomień. Kiedy Bang mnie zobaczył, oderwał się od dziewczyny i rzucił się do mnie zakrywając mi usta dłonią, żebym przypadkiem nie zaczęła się drzeć. No bo krzyczeć to ja akurat umiem...
Zaciągnął mnie do przedpokoju trzaskając drzwiami od salonu, zostawiając tam zaskoczoną zielono-skórą dziewczynę. Puścił mnie w przedpokoju, na co ja oparłam rękę na biodrze i rzuciłam mu znaczące spojrzenie.
- Kolejna? - poruszyłam brwiami, na co Bang pierdolnął się ręką w twarz aż mu został czerwony ślad.
- Dobrze się czujesz?
- Nie.
- Ksh... Evans, po prostu o tym zapomnij, czaisz? I idź do domu.
- W snach.
- Chaaaaaaaarlineee~
- Nope. Czuje się jak naćpana, seryjnie. Mam halucynacje. Wydaje mi się że twoja laska ma zieloną skórę. Serio, musieli mi coś dosypać do tej kawy którą rano piłam, to na pewno to. - No tak. Cała ja. Zamiast zacząć się drzeć i histeryzować jakby to zrobiła połowa osób na moim miejscu, co ja robię? Zaczynam walić jakimiś tekstami i traktuję to lekko.
- Ogarnij się - Bang potrząsnął mną po czym westchnął glęboko - Wytłumaczę Ci wszystko.
- No ja mam nadzieję. A spróbowałbyś nie, to-
- Widzę że nasza królewna już ogarnęła o co chodzi, hm? -Przerwał mi głęboki męski głos zza moich pleców, a gdy się odwróciłam zobaczyłam tego chłopaka koło którego siedziałam w autobusie. Zmrużyłam oczy już chcąc zacząć go wyzywać od idiotów i spytać się go dlaczego wszedł do cudzego mieszkania, ale przeszkodził mi w tym Bang zatykając mi usta dłonią.Teraz to ma przekichane. Zaczęłam się szykować aby wyrzucić z siebie wiązkę przekleństw pod adresem Zdrajcy (czyt. Banga XD dop.aut.)
- Brawo, skapnąłeś się. Nie wiedziałem że jesteś taki bystry. - Palnął z sarkazmem, a ja w tym momencie ugryzłam go w rękę żeby mnie puścił, na co na mnie fuknął i zaczął wycierać dłoń o spodnie.
- Nie będę klęła więc wypierdaling z tymi łapami i to w trymiga. A po drugie: Do jasnej cholery, może mi ktoś w końcu wytłumaczyć O CO TU CHODZI? - W moim głosie wyczuć było można groźbę.
***
Koniec końców, wytłumaczyli mi wszystko. Okazuje się że pochodzę z jakiejś krainy o nazwie Exuns i że jestem jakimś "przecudownym" wojownikiem. Oczywiście zaczęłam się śmiać i powiedziałam im że uwierzę dopiero jak zobaczę na własne oczy, ale usta mi się zamknęły kiedy zobaczyłam jak dziewczyna Banga pokazuje mi śnieżnobiałe kły i pazury. Myślałam że odpierdala jakiś cosplay, ale dotarło do mnie że to jest prawdziwe, w momencie w którym podrapała mnie po ramieniu. Jeszcze długo będą blizny... W każdym bądź razie, reakcja z mojej strony była mega przewidywalna : Rzuciłam się jej do gardła, ale ten ciul, który jak się dowiedziałam ma na imię David, złapał mnie w pasie i przerzucił sobie przez ramię...
- NO TY GÓWNIE! PUSZCZAJ MNIE! OCZY GÓWNIARZE WYDRAPIE, ZOBACZYSZ! BANG TY JEBANY PEDOFILU, TWOJA LASKA MA PRZESRANE, CZAISZ?! ZAJEBIĘ JĄ! - Darłam się próbując wyrwać się temu dupkowi >David< który miał szyderczy uśmieszek na twarzy. Za to laska Banga patrzyła na mnie z zdziwieniem i zaciekawieniem. Kiedy to dostrzegłam zaczęłam się na nowo drzeć.
- CO SIĘ LAMPISZ?! CZŁOWIEKA NIGDY NIE WIDZIAŁAŚ, CO?! ZOBACZYSZ, ZAJEBIE CIĘ! PRZEZ CIEBIE BĘDĘ MIAŁA BLIZNY! - Kopnęłam Davida kolanem w twarz co poskutkowało tym że mnie puścił a ja z chęcią mordu w oczach stanęłam naprzeciwko tej dziewczyny.
- Byłam ciekawa twojej reakcji, "Dziewczynko na posyłki"- Rzuciła mi szyderczy uśmiech, a ja odwróciłam się do Banga.
- Jesteś martwy.
- N-no, ale czemuuuu?
- Bo jej powiedziałeś.
- Nic jej nie mówiłem, sama się dowiedziała!
- Ta, jasne - Trzasnęłam go w głowę dłonią. Kłóciłam się z nim jeszcze przez chwilę, a potem on poszedł do kuchni po coś do jedzenia, a ja siadłam na podłodze w salonie opierając się o fotel.
W każdym bądź razie, zdecydowaliśmy że za kilka dni zabiorą mnie do Exuns i tam dowiem się wszystkiego dokładniej. Zgodziłam się niechętnie, ale cóż - mówi się YOLO.
Została Upadłą Aby Przeżyć~
piątek, 15 maja 2015
środa, 15 kwietnia 2015
Została Upadłą Aby Przeżyć - PROLOG
Szłam ulicami miasta po morderczym treningu. Jak na złość dziś, kiedy akurat nie wzięłam parasolki, musiało zacząć lać. Dodatkowo mam na sobie jedynie cieńką szarą koszulkę, na to za długa czarna bluza z kapturem i granatowe jeansy. Biedne, ukochane trampki, pójdą chyba na śmietnik. Westchnęłam głęboko starając się ukryć grzywkę pod kapturem.
Jest godzina 23. Na ulicach prawie nie widać normalnych ludzi, ale ja się do nich nie zaliczam. Teraz ze swoich nor zaczynają wychodzić wszyscy dealerzy, narkomani i dziwki - czyli jednym słowem całe pieprzone podziemne społeczeństwo. Nie bałam się chodzić o tej porze. Wszyscy twierdzili że jestem dziwna, ale ja nie rozumiałam co jest w tym takiego strasznego.
Przyjaciel z zespołu proponował że mnie podwiezie, ale ja miałam inny cel. Kumpel z którym znam się jeszcze z podstawówki chciał ze mną obgadać jakieś rzeczy. Pewnie znowu będzie mi paplał nad uchem jak to on jest poszkodowany przez los, że znowu z nim dziewczyna zerwała. Jak z dzieckiem. Nie ma mowy żeby ten idiota który kiedyś próbował ze mnie zrobić jego ochroniarza mógłby się zmienić, albo co gorsza DOROSNĄĆ. Ale tak szczerze to drugie by się przydało.
Weszłam do środka w miarę przyzwoicie wyglądającego lokalu i zrzuciłam kaptur. Wypatrzyłam Banga siedzącego przy barze, więc tam skierowałam swoje kroki. Usiadłam ciężko na krzesełku barowym i zamówiłam jedynie wodę. Barman popatrzył się na mnie krzywo na co pokazałam mu język.
- Jak tam trening kurduplu? - Bangster patrzył się na mnie ze złośliwym uśmieszkiem.
- Do duuuuuupy. A za tego kurdupla to ci krzywdę zrobię. -Zaczęłam go podduszać mając jego szyję w zgięciu prawego łokcia.
- Dobra, dobra. Puść bo mnie dusisz debilko.
- Ci dam zaraz debilkę... - Puściłam go po czym napiłam się wody ze szklanki którą postawił przede mną barman. - Mów szybko co chcesz, bo śpieszy mi się do domu żeby walnąć w kimono...
- Egh... Tak szczerze to cię tu ściągnąłem żeby ci się wyżalić. Bo wiesz, był u mnie dzisiaj w pracowni taki śliczny chło-
- De-bi-lu. Wiesz że jestem po ciężkim treningu?
- Yep.
- Ale stwierdziłeś że mnie tu ściągniesz.
- Yep.
- Przepadnij idioto! Idę - Chwyciłam za torbę i wyszłam z lokalu rzucając mu wściekłe spojrzenie.
Założyłam kaptur na głowę klnąc pod nosem na pogodę i cholerny los. Czułam się obserwowana, ale jak zwykle to zignorowałam. Uczucie że ktoś mnie obserwuje zaczęło się już dawno, gdzieś z dwa lata temu, więc aktualnie twierdzę że to po prostu moja chora wyobraźnia. Skręciłam w węższą uliczkę żeby dojść szybciej do domu, który był - niestety - stosunkowo daleko.
Nagle poczułam mocne szarpnięcie za ramię i zostałam przyciśnięta do muru. Syknęłam ze złości i irytacji próbując zobaczyć twarz napastnika. Jak na złość, jego kaptur był naciągnięty tak głęboko że nie zdołałam nic dojrzeć. Poczułam jego rękę ściskającą moje gardło, przez co zaczęłam się dusić. Chwyciłam jego nadgarstek, odwróciłam się do niego tyłem, przerzuciłam go przez ramię i z impetem rzuciłam na ziemię. Kaptur opadł a ja cofnęłam się z szokiem wymalowanym na twarzy.
- Co kur..?
To co zobaczyłam. Czerwone tęczówki wpatrywały się we mnie z chęcią mordu, głodem i wściekłością. Cofnęłam się dwa kroki po czym rzuciłam się do ucieczki. Biegłam ciemną ulicą a jedynym dźwiękiem jaki było słychać, był plusk mich butów w wodzie. Myśli walały się po mojej głowie. Jak ktoś może mieć takie tęczówki? Przecież to niemożliwe. A na pewno nie były to soczewki.
Odwróciłam głowę sprawdzając czy nic mnie nie goni. Miałam do czynienia z zawodowymi zabójcami, psychopatami i takimi szumowinami jak mordercy i ich się nie bałam. Ale te oczy... One przeraziły mnie nie na żarty. Gdy nie zobaczyłam nikogo za mną, odwróciłam głowę z zamiarem skręcenia gdy poczułam uderzenie w plecy. Aż ugięły się pode mną kolana ale zamortyzowałm upadek rękoma. Odwróciłam się i zobaczyłam nad sobą ponownie te przerażające, krwistoczerwone oczy. A potem usłyszałam ten głos...
- Hyh... Mówiłem im że przede mną nie ma ucieczki i cię dorwę... Siódma.
A potem zobaczyłam jak unosi coś wysoko nad głową a następnie wbija mi to głęboko w brzuch. Dostrzegłam w słabym świetle księżyca że to... miecz? Najpierw nic nie poczułam, prawdopodobnie z szoku. A potem poczułam niewyobrażalny ból.
Poczułam jak krew wypływa mi z pomiędzy warg. Kaszlnęłam i chwyciłam na miecz próbując go wyciągnąć, na co mężczyzna zaczął nim wyginać na różne strony, próbując w ten sposób powiększyć ranę. Wrzasnęłam na to z bólu i kopnęłam go.
- T-ty... d-dupku.. - wycharczałam próbując złapać oddech. Spojrzałam mu z wściekłością w oczy będąc w pełni świadoma że właśnie umieram. Że już nigdy nie zobaczę mojej kotki. Że już nigdy nie zrobię nic głupiego z Bangiem. Że już nigdy się nie zaśmieję...
A potem usłyszałam świst. Moją twarz ochlapała krew, a ja spojrzałam z przerażeniem, jak przez mgłę, jak ciało mojego mordercy opada. Bez głowy. Poczułam że ktoś wyciągnął miecz.
Zaczęłam niepohamowanie kaszleć krwią i uderzyłam głową w bruk. Jedyne co jeszcze zauważyłam, to wysoki, dobrze zbudowany chłopak z mieczem świecącym się niebieskim blaskiem. Zobaczyłam jeszcze zmartwione spojrzenie przenikliwych, zielonych oczu. Cudem było że tak długo wytrzymałam. Ale teraz naprawdę chciało mi się spać... Jedyne co jeszcze poczułam, to silne męskie dłonie które wzięły mnie na ręce i podniosły z ziemi.
A w następnej chwili zemdlałam.
Jest godzina 23. Na ulicach prawie nie widać normalnych ludzi, ale ja się do nich nie zaliczam. Teraz ze swoich nor zaczynają wychodzić wszyscy dealerzy, narkomani i dziwki - czyli jednym słowem całe pieprzone podziemne społeczeństwo. Nie bałam się chodzić o tej porze. Wszyscy twierdzili że jestem dziwna, ale ja nie rozumiałam co jest w tym takiego strasznego.
Przyjaciel z zespołu proponował że mnie podwiezie, ale ja miałam inny cel. Kumpel z którym znam się jeszcze z podstawówki chciał ze mną obgadać jakieś rzeczy. Pewnie znowu będzie mi paplał nad uchem jak to on jest poszkodowany przez los, że znowu z nim dziewczyna zerwała. Jak z dzieckiem. Nie ma mowy żeby ten idiota który kiedyś próbował ze mnie zrobić jego ochroniarza mógłby się zmienić, albo co gorsza DOROSNĄĆ. Ale tak szczerze to drugie by się przydało.
Weszłam do środka w miarę przyzwoicie wyglądającego lokalu i zrzuciłam kaptur. Wypatrzyłam Banga siedzącego przy barze, więc tam skierowałam swoje kroki. Usiadłam ciężko na krzesełku barowym i zamówiłam jedynie wodę. Barman popatrzył się na mnie krzywo na co pokazałam mu język.
- Jak tam trening kurduplu? - Bangster patrzył się na mnie ze złośliwym uśmieszkiem.
- Do duuuuuupy. A za tego kurdupla to ci krzywdę zrobię. -Zaczęłam go podduszać mając jego szyję w zgięciu prawego łokcia.
- Dobra, dobra. Puść bo mnie dusisz debilko.
- Ci dam zaraz debilkę... - Puściłam go po czym napiłam się wody ze szklanki którą postawił przede mną barman. - Mów szybko co chcesz, bo śpieszy mi się do domu żeby walnąć w kimono...
- Egh... Tak szczerze to cię tu ściągnąłem żeby ci się wyżalić. Bo wiesz, był u mnie dzisiaj w pracowni taki śliczny chło-
- De-bi-lu. Wiesz że jestem po ciężkim treningu?
- Yep.
- Ale stwierdziłeś że mnie tu ściągniesz.
- Yep.
- Przepadnij idioto! Idę - Chwyciłam za torbę i wyszłam z lokalu rzucając mu wściekłe spojrzenie.
Założyłam kaptur na głowę klnąc pod nosem na pogodę i cholerny los. Czułam się obserwowana, ale jak zwykle to zignorowałam. Uczucie że ktoś mnie obserwuje zaczęło się już dawno, gdzieś z dwa lata temu, więc aktualnie twierdzę że to po prostu moja chora wyobraźnia. Skręciłam w węższą uliczkę żeby dojść szybciej do domu, który był - niestety - stosunkowo daleko.
Nagle poczułam mocne szarpnięcie za ramię i zostałam przyciśnięta do muru. Syknęłam ze złości i irytacji próbując zobaczyć twarz napastnika. Jak na złość, jego kaptur był naciągnięty tak głęboko że nie zdołałam nic dojrzeć. Poczułam jego rękę ściskającą moje gardło, przez co zaczęłam się dusić. Chwyciłam jego nadgarstek, odwróciłam się do niego tyłem, przerzuciłam go przez ramię i z impetem rzuciłam na ziemię. Kaptur opadł a ja cofnęłam się z szokiem wymalowanym na twarzy.
- Co kur..?
To co zobaczyłam. Czerwone tęczówki wpatrywały się we mnie z chęcią mordu, głodem i wściekłością. Cofnęłam się dwa kroki po czym rzuciłam się do ucieczki. Biegłam ciemną ulicą a jedynym dźwiękiem jaki było słychać, był plusk mich butów w wodzie. Myśli walały się po mojej głowie. Jak ktoś może mieć takie tęczówki? Przecież to niemożliwe. A na pewno nie były to soczewki.
Odwróciłam głowę sprawdzając czy nic mnie nie goni. Miałam do czynienia z zawodowymi zabójcami, psychopatami i takimi szumowinami jak mordercy i ich się nie bałam. Ale te oczy... One przeraziły mnie nie na żarty. Gdy nie zobaczyłam nikogo za mną, odwróciłam głowę z zamiarem skręcenia gdy poczułam uderzenie w plecy. Aż ugięły się pode mną kolana ale zamortyzowałm upadek rękoma. Odwróciłam się i zobaczyłam nad sobą ponownie te przerażające, krwistoczerwone oczy. A potem usłyszałam ten głos...
- Hyh... Mówiłem im że przede mną nie ma ucieczki i cię dorwę... Siódma.
A potem zobaczyłam jak unosi coś wysoko nad głową a następnie wbija mi to głęboko w brzuch. Dostrzegłam w słabym świetle księżyca że to... miecz? Najpierw nic nie poczułam, prawdopodobnie z szoku. A potem poczułam niewyobrażalny ból.
Poczułam jak krew wypływa mi z pomiędzy warg. Kaszlnęłam i chwyciłam na miecz próbując go wyciągnąć, na co mężczyzna zaczął nim wyginać na różne strony, próbując w ten sposób powiększyć ranę. Wrzasnęłam na to z bólu i kopnęłam go.
- T-ty... d-dupku.. - wycharczałam próbując złapać oddech. Spojrzałam mu z wściekłością w oczy będąc w pełni świadoma że właśnie umieram. Że już nigdy nie zobaczę mojej kotki. Że już nigdy nie zrobię nic głupiego z Bangiem. Że już nigdy się nie zaśmieję...
A potem usłyszałam świst. Moją twarz ochlapała krew, a ja spojrzałam z przerażeniem, jak przez mgłę, jak ciało mojego mordercy opada. Bez głowy. Poczułam że ktoś wyciągnął miecz.
Zaczęłam niepohamowanie kaszleć krwią i uderzyłam głową w bruk. Jedyne co jeszcze zauważyłam, to wysoki, dobrze zbudowany chłopak z mieczem świecącym się niebieskim blaskiem. Zobaczyłam jeszcze zmartwione spojrzenie przenikliwych, zielonych oczu. Cudem było że tak długo wytrzymałam. Ale teraz naprawdę chciało mi się spać... Jedyne co jeszcze poczułam, to silne męskie dłonie które wzięły mnie na ręce i podniosły z ziemi.
A w następnej chwili zemdlałam.
wtorek, 14 kwietnia 2015
Bang Alan Woodchild
Wiek: 19 lat.
Wzrost: 187 cm.
Waga: 73 kg.
Pochodzenie: Anglia.
Zawód: Pseudo-projektant (według Charline =P)
Znaki charakterystyczne: Dłuższe włosy niż u normalnego chłopaka.
Rasa: Łowca.
Rasa: Łowca.
Opis: Człowiek nie normalny, idealny przyjaciel dla tak szalonej osoby jak Charline. Jeśli lepiej się mu przyjrzysz, to zauważysz że jest bardzo przystojny. Jest biseksualny, i często wypomina mu to David. Ma niesamowity talent do podrabiania wszelakich dokumentów, co często bardzo wszystkim pomaga. Wygląda na delikatnego i spokojnego, ale ostrzegam - kiedy zaczyna palić papierosy, radzę się odsunąć bo wtedy zmienia się w prawdziwego demona..
Cytat: Aktualnie brak.
Fetysze: Słodkie dziewczyny, uwielbia bawić się włosami.
Nie cierpi: Kotów (ma na nie alergię)
Inne: Brak.
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
David James Peterson
Wiek: 20 lat.
Wzrost: 187 cm.
Waga: 67 kg.
Pochodzenie: Anglia.
Zawód: ???
Znaki charakterystyczne: Brak.
Rasa: Łowca/Anioł
Rasa: Łowca/Anioł
Opis: Chłopak jak każdy - irytujący, wiecznie wkurwiający facet, niepotrzebny nikomu do życia. Przynajmniej z perspektywy panny Evans. Tak naprawdę to przystojniak jakiego chciałaby każda. Typowy "książę z bajki" ratujący naszą główną bohaterkę z opresji. Mimo że bardzo często jest typowym "zimnym chujem" to tak naprawdę bardzo opiekuńczy chłopak - czy jednak powinnam powiedzieć mężczyzna? W każdym bądź razie to dla wszystkich równy gość. No, oprócz naszej głównej bohaterki, bo ją to on uwielbia wkurwiać. Bez przerwy kłóci się z nią o najmniejsze pierdoły i podpuszcza ją w różnych sprawach. Panna Evans serdecznie go nienawidzi, jednak nie wie że to on zawsze czuwał, czuwa i czuwać będzie nad jej bezpieczeństwem. W końcu kochani rodzice naszych bohaterów, zaaranżowali ich małżeństwo gdy byli jeszcze dziećmi, ale to już inna bajka o której Evans nie ma najmniejszego pojęcia :)
Cytat: "Aish... Kobieto, jak już chcesz znokautować faceta, to nie używaj pięści. Kopnij go w jaja. Podziała.
Gwarantuję, sprawdziłem na własnej skórze"
Fetysze: Niskie dziewczyny, zwierzęta i osoby z charakterkiem.
Nie cierpi: Jak ktoś go próbuje wkurzyć, gdy się go ignoruje i nie słucha.
Inne: Brak.
Charline Maddison Evans
Wiek: 19 lat.
Wzrost: 163 cm.
Waga: 49 kg.
Pochodzenie: Polska.
Zawód: Profesjonalna tancerka/W wolnych chwilach "dziewczynka na posyłki*.
Znaki charakterystyczne: Długa blizna na prawej łydce.
Rasa: ???
Opis: Dziewczyna beztroska, uprzejma z nutką arogancji. Ale to tylko do czasu. Tak naprawdę umie być zimna jak lód. Pije jak rodowita Polka i posiada bardzo duży zasób wulgarnych słów. Czasami zachowuje się jak kretynka, ale tak naprawdę to jedynie dla zmyłki. Traumatyczne przeżycia z przeszłości sprawiły że jest jaka jest, ale jeżeli lepiej ją poznasz to zrozumiesz. Jest niesamowicie zwinna, wysportowana i inteligentna. Jak to skomentował Bangster "Przebiegła bestia"
Cytat: "Możesz uważać mnie za nieszkodliwego kotka, ale... Nie płacz później gdy wyciągnę pazurki, wykorzystam Cię i zabiję~"
"Jak już coś robisz, to rób to porządnie, bo jeżeli masz zamiar odwalić taką gównianą robotę, to możesz już, tu i teraz mnie przeprosić, po czym wyjść z tego pomieszczenia i nie wracać~"
"Jeżeli leżysz pod stołem po jednym kieliszku, to lepiej nawet nie dotykaj alkoholu~"**
Fetysze: Umięśniona sylwetka u mężczyzn i wysoki wzrost. Uwielbia również koty~
Nie cierpi: Gdy ktoś podważa jej słowa, nawet jeśli nie ma racji, oszustów, zdrajców i widoku krwi.***
Inne: >W późniejszych rozdziałach dowiecie się czegoś co nawiązuje do ostatniego obrazka~<
* - Osoba na "posyłki" to po prostu osoba pracująca dla ludzi o większych wpływach, bądź dla potężnych korporacji. W wypadku Charline, jest wykorzystywana do zdobywania informacji, kradzieży ważniejszych dokumentów i bardzo rzadkich zabójstw. Nie należy do żadnej korporacji.
** - Wszystkie cytaty pochodzą z rozdziałów.
*** - Nawiązanie do przeszłości.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





